czwartek, 29 maja 2014

Transcendencja

Być, albo nie być... pytanie postawione niemal pięćset lat temu przez Williama Szekspira, okazuje się w tym wydaniu bardzo aktualne. Jak daleko możemy zajść, żeby nie stracić swojej świadomości. Co sprawia, że jesteśmy ludźmi, co nas odczłowiecza? Trudno odpowiedzieć na pytania, które dotyczą bezpośrednio definicji człowieczeństwa. Mimo poruszonego problemu, film również zostawia tę zagadkę w zawieszeniu. Ukazując nam jedynie zagrożenia i możliwości nowoczesnej techniki, którą operujemy.
Przerażające? Być może.

Dokładnie tak samo jak fakt, że codziennie miliony osób, udostępniają w sieci najróżniejsze informacje dotyczące swojego życia. Inwigilacja nie jest konieczna.
Jeśli chodzi o sam film - nazwałam bym go dziełem poprawnym, na wyrost ambitnym. Nie wyszłam zmęczona z kina po seansie, nie żałowałam również pieniędzy wydanych na bilet. Nie mogę zgodzić się jedynie z powszechnie panującą ostatnio opinią na temat Johnnego Deppa, nie uważam, żeby aktor potrzebował przerwy czy odpoczynku. Gra świetnie, a nowe projekty mu służą. Pamiętajmy - rola nie jest równa roli.
Bardzo podobał mi się w filmie element przeplatania dobra ze złem, przecież nic nie jest czarne ani białe w 100%. Trudno ocenić ostatecznie kto jest dobry, a kto nie. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie efekty specjalne i muzyka. Czasem irytowały zbyt długie sceny. Mam wrażenie, że cały szum w okół Transcendencji nie jest konieczny. Jeśli o mnie chodzi proponuję, zaczekać na wersję online - fanom polecam jednak wędrówkę do kina. Johnny na dużym ekranie, zawsze robi wrażenie.
Kilka informacji o filmie:
gatunek:
produkcja:
premiera:9 maja 2014 (Polska) 10 kwietnia 2014 (świat)
reżyseria:
scenariusz:
Oczywiście kilka kadrów z filmu:






Moja ocena to 7/10







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz