piątek, 25 września 2015

Oglądanie dobrych filmów nie boli - Frida

Rok 2002 może wydawać się dla wielu z nas niewypowiedzianie odległy. Nie ma się czym martwić, są przecież ludzie, którzy dopiero po tej dacie postanowili się urodzić (!), co więcej być może są to wasi przyszli mężowie/żony. Czas leci, ludzie się starzeją, a filmy sprzed 13 lat stają się filmami sprzed 15. Dziś, wczesnym rankiem postanowiłam obejrzeć Fridę w reżyserii Julie Taymor.

Kim była Frida? Słynną, meksykańską malarką, tworzącą obrazy inspirowane folklorem i tradycją Indian. Była szczególnie znana ze swych autoportretów. Tworząc je, mówiła „maluję siebie ponieważ najczęściej przebywam w odosobnieniu i znam dobrze obiekt, który uwieczniam” Urodziła się w roku 1907, umierając w roku 1954 w wieku  47 lat. Doświadczona przez życie, borykając się w ciągu niego z wieloma chorobami i kochankami. Ot! Prawdziwa artystka z krwi i kości.

A film? Główne role przypadły w tym filmie Salmie Hayek i Alfredowi Molina, ale tego dowiecie się z napisów w czołówce. Chciałabym przejść do czegoś, co jest dla mnie najważniejsze - moich wrażeń, a te przyznam są bardzo pozytywne. Można powiedzieć, że filmy biograficzne to bułka z masłem, no bo jak można zepsuć idealnie filmową biografię, a wierzcie mi można. Znam wiele przykładów z autopsji. Nie martwcie się jednak na zapas, Fridę polecę Wam bardzo chętnie. Za kostiumy, kolory, aktorów, scenariusz i wyczuwalny podczas oglądania filmu zapach rewolucyjnego Meksyku. Ekranizacja bardzo dobrze prezentuje życie Fridy, tworząc tym samym zarys społeczno- polityczny kraju na początku XX wieku. Warto wybrać się do wypożyczalni (ktoś tak jeszcze robi?), można również do wirtualnej i wybrać Fridę. Myślę, że piątek nadaje się do tej przyjaźni idealnie, no chyba, że macie zamiar wyjść na piwo. Decydujcie. Boję się, że nawet największa sztuka rzegra z kuszącym smakiem zimnego piwa, w towarzystwie znajomych.

Tymczasem 8/10.













czwartek, 30 kwietnia 2015

Filmy, które musisz zobaczyć! Koszyk filmów na majówkę.

Dziś bardzo krótko, ale za to sensownie. Uważam, że jest kilka filmów, które każdy z nas powinien zobaczyć. Nie mam zamiaru sięgać do staroci czy klasyków, ale zająć się tematami raczej przyjemnymi i co ważniejsze stosunkowo nowymi. (no dobra blefuję) W kinach mamy teraz mnóstwo filmów. Oczywiście jest ich tak wiele, że ciężko przebrać ziarno od plew. Poniżej przedstawiam kilka "nowości" i "nie-nowości", które uprzyjemnią Waszą majówkę.

Kopciuszek (2015)

Typowa historia rodem ze świata Disneya. Mamy trochę magii, trochę łez i zachwytów. Bilans zawsze musi być dodatki. Jeśli macie ochotę na przyjemne i lekkie popołudnie - gorąco polecam. 
Moja ocena 7/10
Film znajdziesz TUTAJ.


Motyl Still Alice (2014)

To świetna produkcja filmowa o kobiecie, która zaczyna chorować na Alzhaimera. Może w filmie nie ma zbyt wielu momentów do śmiechu, warto czasem pofolgować wzruszeniom i obejrzeć poważny film.
Moja ocena 8/10
Film jest TUTAJ.


Bóg nie umarł (2014)

Film mocno na przekór, znanym mi produkcjom. Nie jest może ambitny i widać w nim pewne braki, ale na pewno warto skonfrontować ze sobą dwa różne światy i go obejrzeć. Moja ocena to 6/10. Może wzruszycie się kilka razy, może stwierdzicie, że film do niczego się nie nadaje. Zacznijmy dyskusję.
Film dostępny TUTAJ.

Avengers: Czas Ultrona (2015)

Premiera dopiero 17 maja, ale już dziś można odnaleźć w sieci pierwsze amatorskie nagrania. Filmu jeszcze nie widziałam, ponieważ obowiązkowo muszę pójść i zobaczyć go w kinie. Liczę, że wielu z Was postąpi podobnie. Polecam już dziś wszystkim fanom Marvela i komiksów. 
Moja ocena ???/10


Pamiętnik (2004)

Polecam gorąco! Nie tylko kobietom. W weekend można pozwolić sobie na trochę nostalgii i płaczu. Pamiętnik może nie jest nowością z pierwszych stron gazet, ale oglądanie go sprawi Wam na pewno wiele przyjemności. 
Moja ocena 8/10
Film dostępny TUTAJ.


Skazani na Shawshank (1994)

Jest to jeden z moich ulubionych filmów. Poznałam go w dzieciństwie i uwielbiam do dziś. Oglądam od czasu do czasu. Uważam, że każdy powinien mieć w życiu filmy, do których lubi wracać. Mam nadzieję, że ten będzie dla Was jednym z nich.
Moja ocena 9/10
Film dostępny TUTAJ.

Moulin Rouge(2001)

Tego filmu nie mogło zabraknąć w moim zestawieniu. Ubóstwiam go nad życie. Mam kilka wydań płytowych i często do nich wracam. Z perspektywy czasu zastanawiam się czy oglądanie takiego filmu kiedy ma się 13 lat to dobry pomysł, ale z drugiej strony, kto zwracałby uwagę na takie błahostki. Musical widziałam około 15 razy. Z każdym kolejnym odkrywam rzeczy, które zaskakują mnie na nowo.
Polecam! Moja ocena 9/10
Film dostępny TUTAJ.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Uzależniające seriale... Ach seriale!

Dziś chciałabym Wam przedstawić kilka seriali, którym warto poświęcić odrobinę uwagi. Każdy uwielbia seriale, ponieważ historie w nich przedstawiane, ciągną się w nieskończoność. My, jako widzowie nie musimy przeżywać wstrząsu "po filmowego", jak w przypadku filmów fabularnych, a wytwórnie mają z tego masę kasy. Można powiedzieć... łączymy przyjemne z pożytecznym. Bez zbędnych komentarzy - poniżej lista wciągających seriali.

Partnerki (2010)

Kryminalny serial, w którym głównymi bohaterkami są dwie piękne panie. Agentka Jane Rizzoli oraz patolog sądowy Maura Isels. Wspólnie rozwiązują setki, arcytudnych spraw. Nie brak wątków tragicznych i romantycznych. Całość wypada mega fajnie i nie jest tak wydumana, jak w przypadku "Kości". Gorąco polecam wszystkim - nawet (nie)fanom kryminałów. 
Moja ocena 7/10
Serial dostępny TUTAJ.



The Flash (2014)

To kolejna odsłona przygód kultowego Flasha. Superbohatera posiadającego ponadprzeciętną szybkość. Wkręciłam się w serial po pierwszych dwóch odcinkach, a znalazłam go przy okazji, szukając informacji o serialu Arrow oraz Gotham. Przyznam, że warto było zacząć. Jestem ogromną fanką fantastyki, dlatego oglądanie filmów czy seriali o superbohaterach, sprawia mi podwójną przyjemność. 
Moja ocena 7/10
Serial obejrzysz TUTAJ.



Rodzinka.pl (2011)

Zupełnie przewrotnie! Bardzo lubię serial o przygodach rodziny Boskich. "Rodzinka" powstała (zdaje się) na licencji niemieckiej produkcji, o tym samym tytule. Śmiech, zabawa i dużo radości. Chyba wszyscy je cenimy. Być może, nie jest to produkcja najwyższych lotów, ale czy zadaniem filmów nie jest, bawienie nas? Myślę, że Rodzinka.pl doskonale spełnia to zadanie. Cały serial znajdziecie na platformie TVP. Jest bezpłatny i nie ma najmniejszych problemów z dostępem. 
Moja ocena 8/10



sobota, 4 kwietnia 2015

duma i uprzedzenie kontra duma i uprzedzenie?

Mamy dziś naprawdę piękny poranek. Zaczęłam ostatnio tęsknić za słońcem, to chwilowe, ale miło widzieć je z powrotem. Nawiązując do wiosennego klimatu, lekkiej mgły i błogiej ciszy, wybrałam dla Was dwie wersje "dumy i uprzedzenia". Jestem romantyczką. Musicie to przeżyć. Jednak nie martwcie się! Tytuł posta może być mylący. Panowie również znajdą w koszyku, mały świąteczny prezent. Zapraszam do lektury. Ciekawej czy nie? Za chwilę się okaże.


Duma i uprzedzenie (1995) - miniserial

Jennifer Ehle i Colin Firth to całkiem przyjemny duet. Wiem, że po roli Katarzyny spodziewaliśmy się więcej (na pewno urody), ale nie powinniśmy być rozczarowani. Po pierwsze pamiętajmy, że to Wielka Brytania kraj, który moim zdaniem na równi z Niemcami walczy o tytuł najbrzydszego państwa świata, mówimy tu nadal o urodzie pań. Po drugie zaś, wspomniany miniserial miał miejsce 20 lat temu - to prawie tyle, ile żyję na tym świecie... Oczywiście Colin Firth i wtedy, i dziś powala, ale to wszyscy, a raczej wszystkie doskonale wiemy :) Jeśli lubicie ekranizacje powieści Jane Austen, koniecznie musicie obejrzeć "Dumę i uprzedzenie" w tym wydaniu. Jako fanka filmów kostiumowych gorąco polecam, zobaczyć wszystkie wersje - na pewno nie zmarnujecie czasu. Fabuła filmu jest przewidywalna, ale bądźmy szczere, która z nas nie marzyła, chociaż przez chwilę, o przeniesieniu się do XVIII lub XIX wiecznej Anglii (oczywiście ze swoją nadzwyczajną urodą ;)) i porywającym romansie z Colin'em Firth'em.
Moja ocena 7/10 
Film obejrzysz TUTAJ.


Duma i uprzedzenie (2005)

Mam dużą słabość do brytyjskich aktorów. Kiera Kinghtley jest cudownym wyjątkiem, który potwierdza regułę mojej iście pokrętnej teorii. W tym wydaniu możemy oglądać ją u boku Metthew Macfayden'a. Ten duet jest mniej uroczy niż poprzedni, ale zdecydowanie ma pazur. Więcej namiętności i subtelności jest tym, co w filmach lubię najbardziej. Uważam, że w kwestii wykonania, takich szczegółów jak gra świateł, muzyka czy zdjęcia "Duma i uprzedzenie" z roku 2005 jest zdecydowanie lepsza i bądźmy szczerzy, nie trudno to zauważyć. Lekkie i mgliste pejzaże nieco dzikiej Angielskiej prowincji, nadają produkcji dodatkowego smaczku. Patrzę oczywiście na perspektywę 10 lat i jeśli miałabym wybierać. Nie zrobiłabym tego za żadne skarby. Moim zdaniem oba filmy mają wiele do zaoferowania. Poza tym. Czy nie przyjemniej jest marzyć, dwa razy dłużej niż zakładaliśmy?
Moja ocena 8/10
Film obejrzysz TUTAJ.


Zatrute pióro (2000)

Zgodnie z obietnicą przygotowałam również coś dla panów, którzy nie znoszą romantycznych filmów (zakładam, że nie wszyscy). Oczywiście moja propozycja nadal mieści się w konwencji, ale na pewno zaskoczy. Dla wszystkich, lubiących dreszczyk emocji, polecam "Zatrute pióro". Film opowiada o historii Markiza de Sade. Zdecydowała się na wersję z roku 2000. Podobała mi się bardziej, niż ta z roku 1996. Powiem tylko, aby zachować element zaskoczenia, że jeśli zastanawiacie się skąd pochodzi słowo "sadyzm", w filmie znajdziecie odpowiedź na to nurtujące pytanie.
Moja ocena to 8/10
Film znajdziesz TUTAJ.





środa, 1 kwietnia 2015

Koszyk filmów cz. 3 – końca nie widać...

Dziś środa, dlatego warto zacząć myśleć o weekendzie. Mam dla Was kilka przyjemnych propozycji, które na pewno umilą resztę tygodnia. Dziś decydowałam nieco bardziej tematycznie. Postawiłam na dobry humor i łzy. Jesteście ciekawi co zaserwuję tym razem? Nie musicie się obawiać, będzie miło, lekko, a nawet przyjemnie. Przecież o to właśnie chodzi w oglądaniu filmów?


Środa -Masz Talent!
Ot! taki film o finaliście pierwszej edycji brytyjskiego programu „Mam talent”. Nie jest spektakularny, ale ogląda się go niezwykle dobrze. Co ważniejsze nie ma efektu znudzenia, a główni bohaterowie zdają się być perfekcyjnie dobrani do swoich ról. Perypetie o życiu Paul'a Potts'a oceniam na mocną 6. Trzymając się dewizy, że na świecie jest wiele filmów do obejrzenia, siłą rzeczy nie można stawiać wyłącznie na te najlepsze. Taka prawda, ale nie martwicie się, przecież właśnie gwarantuje wam dobrą zabawę i lekki temat. Niektórym, co wrażliwszym pewnie zakręci się nawet łza w oku. Porównujmy więc! Miłego oglądania.
Film znajdziesz TUTAJ.


Czwartek – The Grand Budapest Hotel
Proponowałam ten film w swoich aktualnościach, więc nie mogło zabraknąć go też w tym miejscu. Co zabawniejsze za oknem grad miota się jak szalony, a ja spędzam urocze popołudnie proponując Wam kilka nietuzinkowych komedii. Życie idealne. Jeśli oczywiście nie macie pomysłu na czwartkowy wieczór i nie widzieliście jeszcze produkcji w reżyserii Wes'a Andersona, koniecznie musicie nadrobić. Uwielbiam filmy w klimacie zwiędłych pasteli, pełne dziwacznych przerysowań. Kto ich nie lubi? Inteligentny humor nigdy nie straci na wartości, za to poprawi nawet najgorszy nastój. Oficjalnie 7/10.
Film obejrzysz TUTAJ.


Piątek – Charlie
Jest i ona! Urocza Emma Watson. Film opowiada o zamkniętym w sobie nastolatku, który właśnie zaczyna naukę w liceum i zaprzyjaźnia się z uczniami najstarszej klasy. Emma może nie jest główną bohaterką, miło jednak zobaczyć ją w odmienionej wersji. Chwila na rozczarowanie. „Charlie” to nie do końca komedia, ale ja po prostu lubię ryczeć w kinie. A tak poważnie, nie mogłam wytrzymać tej ogromnej ilości dobrego humoru, dlatego postanowiłam zrobić Wam małą odmianę ;) Bardzo podobała mi się muzyka. Podobał mi się też temat. Przekonani? Jeśli nadal nie, pomyślcie o Emmie Watson ;)
Moja ocena to 7/10.
Film znajdziesz TUTAJ.


Sobota – Harry Potter i kamień filozoficzny
Przymierzałam się do opisania wszystkich części sagi. Myślę jednak, że raz wprawiona w ruch lawina filmowa, jest nie do zatrzymania i sami z chęcią wrócicie do przygód o małym czarodzieju. Sobota jest najgorszym dniem weekendu, masz wtedy świadomość, że następnego dnia zostaje Ci już tylko niedziela. Czas magicznie się kurczy. Nic strasznego! Z dobrym, kultowym filmem w ręku można łatwiej znieść tę stratę. Chyba nikogo nie trzeba zachęcać. Wystarczy mała przypominajka!
Z sentymentu oceniam Harrego Pottera na 8/10 punktów.
Film znajdziecie TUTAJ.



Niedziela – jakieś propozycje?

Uwielbiam polecać filmy innym, może jednak znajdzie się ktoś, kto wyszpera jakąś intrygującą propozycję dla mnie?


niedziela, 29 marca 2015

Boyhood - filmowe dzieciństwo bez limitu

Postanowiłam sięgnąć dziś po film "Boyhood" w reżyserii Ritcharda Linklatera. Jego premiera odbyła się w pierwszej połowie ubiegłego roku. Nietuzinkowy projekt odkryłam dopiero latem, przeglądając zagraniczne portale internetowe. Zaczęłam się zastanawiać, jak można kręcić film przez ponad 13 lat. Poszperałam, posłuchałam... Niestety dokładnie tak szybko jak fascynacja przyszła, tak samo szybko odeszła. Zupełnie zapomniałam o "Boyhood", aż do dnia dzisiejszego. Kipię banalnością. Znowu pisząc recenzję, jestem zmuszona stwierdzić, że film był strzałem w dziesiątkę. Zaczynam się zastanawiać czy to normalne, że wybieram wyłącznie projekty, które robią na mnie dobre wrażenie, ale z drugiej strony sama twardo powtarzam, że o gustach się nie dyskutuje. Niech tak będzie. Uwierzcie - patrzenie na ludzi, którzy zmieniają się wraz z akcją filmu, wywołuje ogromne emocje. Nie mogę wyobrazić sobie nawet, jak wiele pracy wymagało kręcenie, wycinanie i sklejanie materiału, powstającego na przestrzeni 13 lat. Pierwszy raz poczułam się realnie wciągnięta w opowiadaną historię. Mogłam utożsamić się z bohaterem, który nie zmieniał się magicznie, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Historia biegła i mogłam obserwować to czego w filmach zawsze brak... naturalne zmiany. Aktorzy wyrastali na moich oczach. Morał jest bardzo krótki i treściwy - czas ucieka, a "Boyhood" udowadnia, że nie ma w tym nic złego. Odtwórca głównej roli Ellar Coltrane wypadł świetnie, jego wrodzona nonszelancja zrobiła na mnie zdecydowanie dobre wrażenie. Dokładnie tak samo zachwycili mnie Patricia Arquette oraz Ethan Hawke. Nie ma co gadać! Trzeba oglądać. Podziwiam kreatywność i jestem pod wrażeniem ludzkiej pomysłowości. Liczę na więcej nietuzinkowych superprodukcji. Film za darmo online, możesz zobaczyć TUTAJ.

Moja ocena 7/10










środa, 25 marca 2015

Do piątku niedaleko - Koszyk filmów cz. 2

Kinomaniacy świata łączcie się! Specjalnie dla Was postanowiłam przygotować kilka ciekawych pozycji, które na pewno rozkręcą wasz tydzień. Dziś już środa, a do piątku niedaleko. Na pewno każdy marzy o weekendzie. Cierpliwości. Zaraz wypracujemy 300% normy. Przy wyborze filmów nie kierowałam się niczym konkretnym, chciałam żeby były różnorodne. Nie wszyscy muszą przecież lubić „Małą Syrenkę”. W związku z tym, postanowiłam pójść drogą „każdy znajdzie coś dla siebie”, przedstawiam więc pięć filmów na każdy kolejny dzień tygodnia - no prawie pięć...

Środa – Pingwiny z Madagaskaru

Kto nie kocha tych małych i podstępnych agentów specjalnych? Jako fanka kreskówi o tym samym tytule, z niecierpliwością wyczekiwałam pełnometrażowej animacji. Nie zawiodłam się – polski dubbing jest genialny. Oczywiście trafia w obecne trendy i nawiązuje do różnych, znanych z mediów i Internetów powiedzonek. Warto poświęcić kawałek środy, zrelaksować i zobaczyć.
Film znajdziesz TUTAJ.
Moja ocena 8/10

Czwartek – Love, Rosie

Uwielbiam romansidła i chociaż „Love, Rosie” jest niezwykle podobne do filmu „One Day”, muszę przyznać, że chwycił mnie za serce. Dwoje przyjaciół, zakochanych w sobie od najmłodszych lat, pokonuje długą drogę, żeby zrozumieć o do siebie czują. Wiem że brzmi banalnie! Jak 99% opisów komedii romantycznych. „Love, Rosie” bawi i wzrusza. Idealnie nadaje się na wyciszenie przed piątkiem.
Film do obejrzenia TU.
Moja ocena 9/10

Piątek – Teoria Wszystkiego

Mała niespodzianka dla fanów poważnych filmów. Całkiem udana biografia Stephena Hawkinga. Nie zaliczam jej do filmów wybitnych, ale podziwiam za aktorstwo i muzykę. Uważam, że warto obejrzeć film, który otrzymał Oscara za rolę pierwszoplanową, na tym jednak koniec moich zachwytów.
Film znajdziesz TUTAJ.
Moja ocena 6/10

Sobota – Stażyści

Jedna z lepszych komedii, jakie widziałam - kiedykolwiek! Jest zabawnie, wzruszająco, a momentami trochę stereotypowo. Świetny film, który przez przypadek pojawił mi się w propozycjach na filmwebie. Wesoły klimat powinien towarzyszyć nam przez całą sobotę, dlatego gorąco polecam „w ramach odprężenia” po piątku obejrzeć „Stażystów” – najlepiej wylegując się na wygodnym fotelu, brzuchem do góry :)
Film obejrzysz TUTAJ.
Moja ocena 7/10

Niedziela – jakieś propozycje?

Może to Ty polecisz mi jakiś ciekawy film? 

czwartek, 12 marca 2015

Jak dogonić szczęście? Podróże Hektora!

Kilka lat temu wpadła mi w ręce pewna książka "Podróże Hektora", mała, niepozorna, ale z ogromnym potencjałem. To właśnie na jej podstawie nakręcono film "Jak dogonić szczęście". Oryginalny tytuł "Hector and the Search for Happiness" lepiej nawiązuje do historii i dobrze kojarzy się z książkowym pierwowzorem, nie narzekajmy, znając kreatywność polskich dystrybutorów - mogło być gorzej.

Reżyserem filmu jest Peter Chelsom, który słynie z ekranizacji, takich jak "Igraszki losu" czy "Zatańcz ze mną". Muszę przyznać, że film świetnie oddaje klimat powieści. Co więcej jest on uchwycony lepiej niż w samej książce. Simon Pegg w roli głównego bohatera wypada niezwykle przekonująco! Jest zabawny, poważny, a czasem nawet dramatyczny. U jego boku możemy podziwiać Rosamunde Pike, uroczą i pełną wdzięku blondynkę, która idealnie nadaje się do roli pedantycznej Clary.

Hektor jest psychiatrą - zmęczonym rutynowym życiem i pracą. Tytuł jednego z najlepszych lekarzy w kraju oraz piękna kobieta u jego boku wcale nie sprawiają, że jego życie nabiera sensu. Dlatego wyrusza w podróż po świecie, postanawiając odnaleźć odpowiedź na pytanie: czym właściwie jest szczęście i jak można je znaleźć.
Film cieszy! Sprawia radość! Oglądałam go z wielką przyjemnością. A temat szczęścia nigdy nie będzie przereklamowany. Zapraszam do świetnej zabawy, ale też refleksji. Nie trzeba szukać - wystarczy czuć.

Poniżej zwiastun:







Film obejrzysz TUTAJ.
9/10

poniedziałek, 9 marca 2015

What We Do in the Shadows - najbardziej pokręceni krwiopijcy z Nowej Zelandii

What We Do in the Shadows - to pokręcona historia kilku zaprzyjaźnionych wampirów. Twórcy niepoważnej, prawiesuper produkcji Jemaine Clemant i Taika Waititi mistrzowsko połączyli modę na wampiry z poważnym reportażowym gatunkiem filmu. Film powstał w Nowej Zelandii, zalicza się do gatunku: horror, komedia, film dokumentalizowany (nie mylić z filmem dokumentalnym;)). "Co robimy w ukryciu" odkryłam przez przypadek, za co serdecznie muszę podziękować moim znajomym na filmwebie. To właśnie dzięki nim wpadają mi w ręce produkcje, o których można tylko pomarzyć. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak perfekcyjnie twórcy wyważyli i dopracowali nawet najdrobniejsze szczegóły filmu. Nie ma w nim groteskowych przerysowań, chociaż momentami jest blisko, a całość wypada bardzo zabawnie. Na początku obawiałam się, że będę mieć do czynienia z parodią w stylu Totalnego kataklizmu, na całe szczęście pierwsze 5 minut seansu rozwiało wszystkie obawy, pozwalając wygodnie rozsiąść się w fotelu i cieszyć efektami pracy. "Co robimy w ukryciu" jest historią Viago (Taika Waititi), Deacona (Jonathan Brugh), Vladislava (Jemaine Clement) oraz Petyra (Ben Fransham) wampirów, które usiłują egzystować normalnie mimo swojej nieśmiertelności i paranormalnych zdolności. Premiera filmu miała miejsce w styczniu ubiegłego roku, jednak na polskich ekranach pojawiła się dopiero teraz (27 luty 2015). Mimo, że musieliśmy czekać zdecydowanie było warto. To nie tylko krew pot i łzy, ale przede wszystkim ogromy dystans do poważnych i wyczekiwanych produkcji Hollywood. Potrzeba nam więcej takich kontrataków!
Trudno powiedzieć coś więcej. Wypada zaprosić do oglądania, śmiania się i dobrej zabawy z naszymi pokręconymi krwiopijcami. "What We Do in the Shadows" oficjalnie zmiażdżyło "Zmierzch"!

Moja ocena to 7/10 punktów

Film obejrzysz TUTAJ.

Zapraszam do obejrzenia trailera






sobota, 7 marca 2015

50 twarzy Greya

Najbardziej oczekiwana premiera tego roku. W kinach kolejki. Szał - pół miliarda dolarów na koncie producentów. (Nie)Stety cała dyskusja dotycząca książki toczyła się, gdzieś za moimi plecami, przyznam bez ogródek - nie przeczytałam 50 twarzy Greya. Filmu również nie planowałam oglądać, ale ponieważ staram się iść z duchem czasu, a film jest dostępny online - skusiłam się. Jeśli ktoś nie jest najlepiej zorientowany w temacie, wrzucam filmwebowy opis filmu: Studentka literatury poznaje przystojnego miliardera, z którym zaczyna ją łączyć nietypowa więź. 
Historia rodem z Hollywood - piękni, młodzi i bogaci. Żeby nikt nie miał wątpliwości, lubię głównego bohatera, lubię właściwie aktora, który wcielał się w jego postać (Jamie Dornan), miałam okazję poznać go w pierwszym sezonie serialu OUAT. Nic dodać, nic ująć. Główna bohaterka - z syndromem chomiczych policzków (Dakota Johnson) nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, mdła, młoda siksa z dyplomem  filologii angielskiej, która jak to w normalnym życiu bywa, wyrwała milionera.  Nieprzedłużając: film był przeciętny. Niby erotyczny, niby pełen seksu, niby pełen pożądania, ale jakoś tak nie do końca. Wszystko w tym filmie wydało mi się, zrobione - nie do końca. Nie mam żadnych zastrzeżeń do muzyki. Była ok, dokładnie tak jak w 80% filmów czy seriali, które zdarza mi się oglądać. Ponieważ nie muszę porównywać filmu z książką (z zasady nie polecam tego robić - nigdy) oceniam tę kasową produkcję na mocne 5 punktów w mojej 10 stopniowej skali. Bez wybuchu. 50 twarzy Greya to film poprawny. Jeśli jednak liczysz na uniesienia rodem z "Głębokiego Gardła", polecam włączyć pierwszą lepszą produkcję porno!








Film znajdziesz TUTAJ.

Moja ocena to 5/10.