niedziela, 29 marca 2015

Boyhood - filmowe dzieciństwo bez limitu

Postanowiłam sięgnąć dziś po film "Boyhood" w reżyserii Ritcharda Linklatera. Jego premiera odbyła się w pierwszej połowie ubiegłego roku. Nietuzinkowy projekt odkryłam dopiero latem, przeglądając zagraniczne portale internetowe. Zaczęłam się zastanawiać, jak można kręcić film przez ponad 13 lat. Poszperałam, posłuchałam... Niestety dokładnie tak szybko jak fascynacja przyszła, tak samo szybko odeszła. Zupełnie zapomniałam o "Boyhood", aż do dnia dzisiejszego. Kipię banalnością. Znowu pisząc recenzję, jestem zmuszona stwierdzić, że film był strzałem w dziesiątkę. Zaczynam się zastanawiać czy to normalne, że wybieram wyłącznie projekty, które robią na mnie dobre wrażenie, ale z drugiej strony sama twardo powtarzam, że o gustach się nie dyskutuje. Niech tak będzie. Uwierzcie - patrzenie na ludzi, którzy zmieniają się wraz z akcją filmu, wywołuje ogromne emocje. Nie mogę wyobrazić sobie nawet, jak wiele pracy wymagało kręcenie, wycinanie i sklejanie materiału, powstającego na przestrzeni 13 lat. Pierwszy raz poczułam się realnie wciągnięta w opowiadaną historię. Mogłam utożsamić się z bohaterem, który nie zmieniał się magicznie, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Historia biegła i mogłam obserwować to czego w filmach zawsze brak... naturalne zmiany. Aktorzy wyrastali na moich oczach. Morał jest bardzo krótki i treściwy - czas ucieka, a "Boyhood" udowadnia, że nie ma w tym nic złego. Odtwórca głównej roli Ellar Coltrane wypadł świetnie, jego wrodzona nonszelancja zrobiła na mnie zdecydowanie dobre wrażenie. Dokładnie tak samo zachwycili mnie Patricia Arquette oraz Ethan Hawke. Nie ma co gadać! Trzeba oglądać. Podziwiam kreatywność i jestem pod wrażeniem ludzkiej pomysłowości. Liczę na więcej nietuzinkowych superprodukcji. Film za darmo online, możesz zobaczyć TUTAJ.

Moja ocena 7/10










środa, 25 marca 2015

Do piątku niedaleko - Koszyk filmów cz. 2

Kinomaniacy świata łączcie się! Specjalnie dla Was postanowiłam przygotować kilka ciekawych pozycji, które na pewno rozkręcą wasz tydzień. Dziś już środa, a do piątku niedaleko. Na pewno każdy marzy o weekendzie. Cierpliwości. Zaraz wypracujemy 300% normy. Przy wyborze filmów nie kierowałam się niczym konkretnym, chciałam żeby były różnorodne. Nie wszyscy muszą przecież lubić „Małą Syrenkę”. W związku z tym, postanowiłam pójść drogą „każdy znajdzie coś dla siebie”, przedstawiam więc pięć filmów na każdy kolejny dzień tygodnia - no prawie pięć...

Środa – Pingwiny z Madagaskaru

Kto nie kocha tych małych i podstępnych agentów specjalnych? Jako fanka kreskówi o tym samym tytule, z niecierpliwością wyczekiwałam pełnometrażowej animacji. Nie zawiodłam się – polski dubbing jest genialny. Oczywiście trafia w obecne trendy i nawiązuje do różnych, znanych z mediów i Internetów powiedzonek. Warto poświęcić kawałek środy, zrelaksować i zobaczyć.
Film znajdziesz TUTAJ.
Moja ocena 8/10

Czwartek – Love, Rosie

Uwielbiam romansidła i chociaż „Love, Rosie” jest niezwykle podobne do filmu „One Day”, muszę przyznać, że chwycił mnie za serce. Dwoje przyjaciół, zakochanych w sobie od najmłodszych lat, pokonuje długą drogę, żeby zrozumieć o do siebie czują. Wiem że brzmi banalnie! Jak 99% opisów komedii romantycznych. „Love, Rosie” bawi i wzrusza. Idealnie nadaje się na wyciszenie przed piątkiem.
Film do obejrzenia TU.
Moja ocena 9/10

Piątek – Teoria Wszystkiego

Mała niespodzianka dla fanów poważnych filmów. Całkiem udana biografia Stephena Hawkinga. Nie zaliczam jej do filmów wybitnych, ale podziwiam za aktorstwo i muzykę. Uważam, że warto obejrzeć film, który otrzymał Oscara za rolę pierwszoplanową, na tym jednak koniec moich zachwytów.
Film znajdziesz TUTAJ.
Moja ocena 6/10

Sobota – Stażyści

Jedna z lepszych komedii, jakie widziałam - kiedykolwiek! Jest zabawnie, wzruszająco, a momentami trochę stereotypowo. Świetny film, który przez przypadek pojawił mi się w propozycjach na filmwebie. Wesoły klimat powinien towarzyszyć nam przez całą sobotę, dlatego gorąco polecam „w ramach odprężenia” po piątku obejrzeć „Stażystów” – najlepiej wylegując się na wygodnym fotelu, brzuchem do góry :)
Film obejrzysz TUTAJ.
Moja ocena 7/10

Niedziela – jakieś propozycje?

Może to Ty polecisz mi jakiś ciekawy film? 

czwartek, 12 marca 2015

Jak dogonić szczęście? Podróże Hektora!

Kilka lat temu wpadła mi w ręce pewna książka "Podróże Hektora", mała, niepozorna, ale z ogromnym potencjałem. To właśnie na jej podstawie nakręcono film "Jak dogonić szczęście". Oryginalny tytuł "Hector and the Search for Happiness" lepiej nawiązuje do historii i dobrze kojarzy się z książkowym pierwowzorem, nie narzekajmy, znając kreatywność polskich dystrybutorów - mogło być gorzej.

Reżyserem filmu jest Peter Chelsom, który słynie z ekranizacji, takich jak "Igraszki losu" czy "Zatańcz ze mną". Muszę przyznać, że film świetnie oddaje klimat powieści. Co więcej jest on uchwycony lepiej niż w samej książce. Simon Pegg w roli głównego bohatera wypada niezwykle przekonująco! Jest zabawny, poważny, a czasem nawet dramatyczny. U jego boku możemy podziwiać Rosamunde Pike, uroczą i pełną wdzięku blondynkę, która idealnie nadaje się do roli pedantycznej Clary.

Hektor jest psychiatrą - zmęczonym rutynowym życiem i pracą. Tytuł jednego z najlepszych lekarzy w kraju oraz piękna kobieta u jego boku wcale nie sprawiają, że jego życie nabiera sensu. Dlatego wyrusza w podróż po świecie, postanawiając odnaleźć odpowiedź na pytanie: czym właściwie jest szczęście i jak można je znaleźć.
Film cieszy! Sprawia radość! Oglądałam go z wielką przyjemnością. A temat szczęścia nigdy nie będzie przereklamowany. Zapraszam do świetnej zabawy, ale też refleksji. Nie trzeba szukać - wystarczy czuć.

Poniżej zwiastun:







Film obejrzysz TUTAJ.
9/10

poniedziałek, 9 marca 2015

What We Do in the Shadows - najbardziej pokręceni krwiopijcy z Nowej Zelandii

What We Do in the Shadows - to pokręcona historia kilku zaprzyjaźnionych wampirów. Twórcy niepoważnej, prawiesuper produkcji Jemaine Clemant i Taika Waititi mistrzowsko połączyli modę na wampiry z poważnym reportażowym gatunkiem filmu. Film powstał w Nowej Zelandii, zalicza się do gatunku: horror, komedia, film dokumentalizowany (nie mylić z filmem dokumentalnym;)). "Co robimy w ukryciu" odkryłam przez przypadek, za co serdecznie muszę podziękować moim znajomym na filmwebie. To właśnie dzięki nim wpadają mi w ręce produkcje, o których można tylko pomarzyć. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak perfekcyjnie twórcy wyważyli i dopracowali nawet najdrobniejsze szczegóły filmu. Nie ma w nim groteskowych przerysowań, chociaż momentami jest blisko, a całość wypada bardzo zabawnie. Na początku obawiałam się, że będę mieć do czynienia z parodią w stylu Totalnego kataklizmu, na całe szczęście pierwsze 5 minut seansu rozwiało wszystkie obawy, pozwalając wygodnie rozsiąść się w fotelu i cieszyć efektami pracy. "Co robimy w ukryciu" jest historią Viago (Taika Waititi), Deacona (Jonathan Brugh), Vladislava (Jemaine Clement) oraz Petyra (Ben Fransham) wampirów, które usiłują egzystować normalnie mimo swojej nieśmiertelności i paranormalnych zdolności. Premiera filmu miała miejsce w styczniu ubiegłego roku, jednak na polskich ekranach pojawiła się dopiero teraz (27 luty 2015). Mimo, że musieliśmy czekać zdecydowanie było warto. To nie tylko krew pot i łzy, ale przede wszystkim ogromy dystans do poważnych i wyczekiwanych produkcji Hollywood. Potrzeba nam więcej takich kontrataków!
Trudno powiedzieć coś więcej. Wypada zaprosić do oglądania, śmiania się i dobrej zabawy z naszymi pokręconymi krwiopijcami. "What We Do in the Shadows" oficjalnie zmiażdżyło "Zmierzch"!

Moja ocena to 7/10 punktów

Film obejrzysz TUTAJ.

Zapraszam do obejrzenia trailera






sobota, 7 marca 2015

50 twarzy Greya

Najbardziej oczekiwana premiera tego roku. W kinach kolejki. Szał - pół miliarda dolarów na koncie producentów. (Nie)Stety cała dyskusja dotycząca książki toczyła się, gdzieś za moimi plecami, przyznam bez ogródek - nie przeczytałam 50 twarzy Greya. Filmu również nie planowałam oglądać, ale ponieważ staram się iść z duchem czasu, a film jest dostępny online - skusiłam się. Jeśli ktoś nie jest najlepiej zorientowany w temacie, wrzucam filmwebowy opis filmu: Studentka literatury poznaje przystojnego miliardera, z którym zaczyna ją łączyć nietypowa więź. 
Historia rodem z Hollywood - piękni, młodzi i bogaci. Żeby nikt nie miał wątpliwości, lubię głównego bohatera, lubię właściwie aktora, który wcielał się w jego postać (Jamie Dornan), miałam okazję poznać go w pierwszym sezonie serialu OUAT. Nic dodać, nic ująć. Główna bohaterka - z syndromem chomiczych policzków (Dakota Johnson) nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, mdła, młoda siksa z dyplomem  filologii angielskiej, która jak to w normalnym życiu bywa, wyrwała milionera.  Nieprzedłużając: film był przeciętny. Niby erotyczny, niby pełen seksu, niby pełen pożądania, ale jakoś tak nie do końca. Wszystko w tym filmie wydało mi się, zrobione - nie do końca. Nie mam żadnych zastrzeżeń do muzyki. Była ok, dokładnie tak jak w 80% filmów czy seriali, które zdarza mi się oglądać. Ponieważ nie muszę porównywać filmu z książką (z zasady nie polecam tego robić - nigdy) oceniam tę kasową produkcję na mocne 5 punktów w mojej 10 stopniowej skali. Bez wybuchu. 50 twarzy Greya to film poprawny. Jeśli jednak liczysz na uniesienia rodem z "Głębokiego Gardła", polecam włączyć pierwszą lepszą produkcję porno!








Film znajdziesz TUTAJ.

Moja ocena to 5/10.