sobota, 7 marca 2015

50 twarzy Greya

Najbardziej oczekiwana premiera tego roku. W kinach kolejki. Szał - pół miliarda dolarów na koncie producentów. (Nie)Stety cała dyskusja dotycząca książki toczyła się, gdzieś za moimi plecami, przyznam bez ogródek - nie przeczytałam 50 twarzy Greya. Filmu również nie planowałam oglądać, ale ponieważ staram się iść z duchem czasu, a film jest dostępny online - skusiłam się. Jeśli ktoś nie jest najlepiej zorientowany w temacie, wrzucam filmwebowy opis filmu: Studentka literatury poznaje przystojnego miliardera, z którym zaczyna ją łączyć nietypowa więź. 
Historia rodem z Hollywood - piękni, młodzi i bogaci. Żeby nikt nie miał wątpliwości, lubię głównego bohatera, lubię właściwie aktora, który wcielał się w jego postać (Jamie Dornan), miałam okazję poznać go w pierwszym sezonie serialu OUAT. Nic dodać, nic ująć. Główna bohaterka - z syndromem chomiczych policzków (Dakota Johnson) nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, mdła, młoda siksa z dyplomem  filologii angielskiej, która jak to w normalnym życiu bywa, wyrwała milionera.  Nieprzedłużając: film był przeciętny. Niby erotyczny, niby pełen seksu, niby pełen pożądania, ale jakoś tak nie do końca. Wszystko w tym filmie wydało mi się, zrobione - nie do końca. Nie mam żadnych zastrzeżeń do muzyki. Była ok, dokładnie tak jak w 80% filmów czy seriali, które zdarza mi się oglądać. Ponieważ nie muszę porównywać filmu z książką (z zasady nie polecam tego robić - nigdy) oceniam tę kasową produkcję na mocne 5 punktów w mojej 10 stopniowej skali. Bez wybuchu. 50 twarzy Greya to film poprawny. Jeśli jednak liczysz na uniesienia rodem z "Głębokiego Gardła", polecam włączyć pierwszą lepszą produkcję porno!








Film znajdziesz TUTAJ.

Moja ocena to 5/10.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz